Niedosłuch symulowany (malingering) polega na świadomym udawaniu ubytku słuchu przez osobę, która w rzeczywistości słyszy prawidłowo albo znacznie lepiej, niż deklaruje. W praktyce wykorzystuje się testy behawioralne, czyli takie, które opierają się na obserwacji spontanicznych reakcji pacjenta na bodźce dźwiękowe.
Kluczowy jest element "poza kontrolą wzrokową": gdy bodziec pojawia się poza polem widzenia, trudniej jest zapanować nad odruchem orientacyjnym. Upuszczenie ciężkiego przedmiotu na podłogę lub energiczne zatrzaśnięcie drzwi generuje zwykle bardzo głośne dźwięki (rzędu kilkudziesięciu do około 100 dB SPL). Osoba z lekkim, umiarkowanym czy średnim ubytkiem słuchu zwykle nadal rejestruje tak silne bodźce i może wykazywać reakcje typu: odwrócenie głowy w kierunku źródła, mrugnięcie, zaskoczenie.
Jeżeli pacjent konsekwentnie nie reaguje na tak głośne bodźce, a jednocześnie istnieje podejrzenie symulacji, to zachowanie jest zgodne z "udawaniem" niedosłuchu głębokiego obustronnego, czyli takiego, w którym progi słyszenia są powyżej około 90 dB HL. W takim przypadku nawet bardzo głośne dźwięki mogą nie być słyszane lub mogą nie wywoływać typowej reakcji orientacyjnej.
Pozostałe odpowiedzi są nieadekwatne do opisanego zachowania. "Obustronny umiarkowany" i "obustronny średniego stopnia" zakładają, że część bodźców (zwłaszcza bardzo głośnych) nadal będzie słyszalna, więc brak reakcji na trzask drzwi jest z nimi słabo zgodny. Z kolei "asymetryczny" dotyczy różnicy między uszami, a w opisie chodzi o zachowanie sugerujące symulowanie bardzo dużego ubytku po obu stronach, a nie o przewagę jednego ucha nad drugim.
Warto pamiętać o pułapce interpretacyjnej: brak reakcji nie zawsze oznacza symulację (mogą wpływać czynniki uwagi, stresu czy inne trudności), dlatego w praktyce obserwacje behawioralne łączy się z pełną diagnostyką audiologiczną.