Końcówki włosów po zbyt częstym używaniu lokówki są zwykle przesuszone i bardziej porowate, bo wysoka temperatura nasila utratę wody i pogarsza stan osłonki włosa. W praktyce oznacza to większą szorstkość, podatność na łamanie oraz rozdwajanie.
Najbardziej bezpośrednim działaniem, które sprzyja poprawie wyglądu takich końcówek, jest strzyżenie włosów. Dlaczego? Ponieważ usuwa fragmenty, których nie da się realnie "cofnąć" pielęgnacją: zniszczona część łodygi pozostaje osłabiona, a kosmetyki mogą jedynie czasowo poprawić odczucie gładkości lub zabezpieczyć powierzchnię. Podcięcie końcówek ogranicza też dalsze kruszenie i zmniejsza ryzyko, że uszkodzenia będą się "przesuwać" ku górze.
Pozostałe odpowiedzi nie są najlepszym wyborem w tej sytuacji:
- Mycie włosów jest czynnością higieniczną i może poprawić komfort skóry głowy oraz przygotować włosy do pielęgnacji, ale samo w sobie nie usuwa zniszczonych końcówek ani nie odtwarza ubytków w łodydze.
- Pojaśnianie włosów (rozjaśnianie) to zabieg chemiczny, który często zwiększa porowatość i suchość, więc przy już przesuszonych końcówkach może pogłębić problem.
- Farbowanie włosów również jest procesem chemicznym; w zależności od produktu może dodatkowo obciążać lub osłabiać włosy, a nie jest działaniem ukierunkowanym na usunięcie zniszczonej partii.
W praktyce fryzjerskiej sensownym podejściem jest: podcięcie końcówek oraz równoległa edukacja klientki o ograniczeniu stylizacji na gorąco i o ochronie termicznej. To połączenie daje najlepszą szansę na utrzymanie lepszej jakości włosów w dalszym czasie.