Pomiar ciągłości przewodów ochronnych (PE) ma potwierdzić, że droga ochronna od dostępnych części przewodzących do punktu uziemienia/połączeń wyrównawczych jest nieprzerwana i ma na tyle małą rezystancję, by w razie uszkodzenia umożliwić skuteczne zadziałanie zabezpieczeń.
Dlatego w tej metodzie zaleca się użycie przyrządu, który podaje napięcie przy rozwartym obwodzie w zakresie 4–24 V oraz wymusza minimalny prąd pomiarowy 200 mA. Taki prąd nie jest przypadkowy: pozwala "przepalić" wpływ drobnych warstw tlenków i ujawnić podwyższoną rezystancję na zaciskach, śrubach, mostkach i złączach. Przy zbyt małym prądzie wynik może wyglądać poprawnie mimo słabego styku, bo pomiar byłby wrażliwy na napięcia pasożytnicze i niestabilne połączenia.
Odpowiedź "200 mA" jest więc zgodna z ideą testu ciągłości dla przewodów ochronnych i wymaganiami stawianymi miernikom tego typu (tzw. low-ohm).
Dlaczego pozostałe odpowiedzi są błędne?
- "10 A" oraz "2 A" to wartości zdecydowanie za duże jak na typowy pomiar ciągłości wykonywany miernikiem instalacji. Tak wysokie prądy mogą powodować niepożądane nagrzewanie badanych elementów, ryzyko uszkodzeń lub zadziałania zabezpieczeń, a nie są wymagane do wiarygodnej oceny połączeń ochronnych.
- "15 mA" to prąd zbyt mały: zwiększa ryzyko, że pomiar nie wykryje problematycznych, utlenionych lub luźnych połączeń (błąd fałszywie ujemny), bo nie "obciąża" styku w sposób reprezentatywny.
Wskazówka egzaminacyjna: jeśli w pytaniu o ciągłość PE pojawia się napięcie jałowe 4–24 V, zwykle chodzi o metodę z prądem probierczym rzędu setek miliamperów — najczęściej 200 mA.