Wzrost temperatury powietrza zwykle nasila parowanie z powierzchni gruntu i wód oraz ewapotranspirację (oddawanie wody przez rośliny). Jeżeli jednocześnie przez dekady obserwuje się spadek opadów, to do środowiska trafia mniej wody, a "ucieka" jej więcej. Taki układ prowadzi do narastania deficytu wodnego.
Najbardziej bezpośrednim i typowym skutkiem w skali lokalnej jest spadek wilgotności gleby. Gleba słabiej zaopatruje rośliny w wodę, co powoduje stres suszowy: ograniczenie wzrostu, spadek produktywności, większą podatność na choroby i zamieranie wrażliwych gatunków. W dłuższej perspektywie może to sprzyjać przesuwaniu się stref roślinności oraz degradacji siedlisk.
Dlaczego pozostałe odpowiedzi są problematyczne:
- Wzrost wilgotności gleby i poprawa warunków dla roślin – jest sprzeczny z bilansem wody: mniej opadów i większe parowanie zwykle oznaczają mniej wody dostępnej w glebie.
- Wzrost poziomu wód gruntowych i poprawa warunków dla zwierząt – przy mniejszych opadach zwykle maleje zasilanie (infiltracja) do wód podziemnych, więc wzrost poziomu jest mało prawdopodobny jako ogólna konsekwencja takiego trendu klimatycznego.
- Spadek poziomu wód gruntowych i pogorszenie warunków dla zwierząt – taki skutek bywa realny, ale zależy od lokalnych warunków (geologia, retencja, pobory wody). W pytaniu bez doprecyzowania najpewniejszą i najbardziej bezpośrednią konsekwencją pozostaje spadek wilgotności gleby i pogorszenie warunków dla roślin.
W zadaniach egzaminacyjnych warto myśleć "łańcuchem przyczyn": mniej opadów → mniej zasilania → więcej parowania (przy wyższej temperaturze) → mniejsza wilgotność gleby → gorsza kondycja roślin.